Niespokojne serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu.
Cierpienie niosącego krzyż
Okaże się dramatem zbawienia.
Niesprawiedliwie osądzony Bóg.
Rozpięty między niebem a ziemią,
Między domem ojca a wygnaniem Ew.
Na drzewie - połączy nas ból.
Pomost ciągłego umierania i życia to
Biały biczowany kwiat nadziei.
Spryskany krwią przynosi owoc,
Swoim wyglądem najmniejszy
- Król najuboższych z ubogich.
To z Niego wyrośnie zieleń
Gałązka już nie oliwna i cierpka
Ale prawdziwy konar synów
Odkupionych nędzarzy Ewy.
skomentuj (7)
Ślizgam się na rzęsach, wiesz?!
Pysznie się bawię, też chcesz?!
Zapraszam Cię do mojego snu,
Przytulimy się do kotów – mru.
Udamy się nad trzy-pięć stawów,
Zaczepimy się o źródło czyste.
Położę Ci głowę na brzuchu,
Czule głaskając i pieszcząc się
Będziemy patrzeć w przyszłość.
Zapachniało mi słodkimi owocami,
Wszystko zlepił sok spokojny -
Zastygliśmy w półpocałunku słów.
Nie przestraszę się, nie zgubię Cię, bo
Idziemy po tęczy marzeń świętych.
W snach nie jestem sama, wiesz?
Złapmy się za ręce, też chcesz?
skomentuj (3)
Ostatni podryw anioła snu
Długo się gotował by być tu
Opłakał wszystko co mógł
Zamknął żywota podły grób.
I jutro jeszcze raz uderzy
Z majestatem roztrzaska się
Rozłoży skrzydła szare
By zmieniły się w zielone
Patrzcie bracia jak leci
Klaskajmy, gwiżdżmy
Jak pięknie, jak pięknie
Człowiek jak ptak wspaniały
A ten w górze myślał:
-Nie wiedzą, że uciekam
Gdyby wiedzieli, że uciekam
Mruczeliby trochę ciszej
Zapomniano - ponad ptakami
Ponad nimi i jeszcze wyżej
Oddzielony rzędem aniołów
Jest Bóg Miłosierny – Cordis
Gubiąc ostatnie piór puchate
Zapłaczę i obleczony cnotą
Opuszczę zły świat b. cicho
Ich nie podnieca upadek
Wreszcie w spokoju zostanę
Z moimi czystymi myślami
Sam na sam z mistykami
Ostatni raz lecę i krzyczę.
skomentuj (1)
George miał gajer i wyglądał bardzo sztywno
Wyglądał bardzo sztywno i niepewnie też
Tak jakby chciał być sam a nie mógł
Pajacowałam, skakałam, udawałam, i…
Jakby nigdy nawet nie próbował zrozumieć
Myślał po swojemu i ja swych myśli nie dałam
Było nieznośnie i w obecności samotnie
Pusto w sercach, pusto w głowach, pusto
Zastanawiałam się, czemu stoimy razem
Wiedziałam, co ludzkiego mogę powiedzieć
Byłam świadoma, że nie zrozumie mnie
My już nie rozmawiamy kolego, drogi kolego
Nie potrafimy naszych myśli zsynchronizować
Biegną odrębnymi szlakami i każda w przepaść
Wewnętrznie zniszczeni, kochać nie chcemy
Bo wyjść poza siebie to już o wiele za dużo
To przezwyciężenie cywilizacji zbyt ciężkiej
Modernistycznej belki kultury i obyczaju
Zamknięci w szarych klatkach rzeczywistości
Bez Boga, bez wiary i nadziei – brutalnie pobici.
skomentuj (1)
Ciągnąca za mną lekko lepka substancja
Przechadza się autostradą mojego przełyku
Jak stado motyli tratująca – odbiera apetyt
Dokąd zmierzacie skrzydlate posłańce?!
- Malujemy jego kolorową twarz w głowie
Wysłał nas miękki gest jego spojrzenia
Nie wyganiaj nas, nikomu nie powiemy
Zatrzymamy go tylko w tobie rumianej
Szelest waszych słów zagłusza myśli
Nie szepnę jak bardzo mnie to porusza
Niebieskie stworzenia - obawiam się was
Romantyczni poeci dużo pisali o takich
- zwiastuny bólu
Wdzieracie się do najgłębszego wnętrz
Ukryci pod pozornymi barwami piór
Kuszące nasiona od drzew tęsknoty
Upiory nieprzespanych i głodnych nocy
- Dlaczego tak nas nieludzko traktujesz
Proponujemy ci uczucie większe niż góry
Dajemy więcej ciepła niż słońce na niebie
Bezcenny sens istnienia ku dobrej drodze
Wiem, że po waszym odlocie będzie zima
Uciekniecie przed mrozem zionącym z ran
I wejdą we mnie robaki – będą gryźć
A czarne cienie zaprowadzą nad przepaść
- zwiastuny bólu
A jednak idę za wami prosto do jego ust
Kochankiem moich myśli go zaślubiłam
Wy widziane tylko moimi oczami lecicie
On nas nie widzi, nie łudzicie się daremnie
- on nas nie widzi.
skomentuj (7)
Zaprzedając się bałwanom słodkim
Pastą karmelową zalepiając oczy
Obijam się o ściany nieba – ziemi
Wzbijam w przestrzeń pióra anielskie
I świadkiem jestem gdy płoną
Jak w locie porwani uskrzydleni
Połknięci i w wieczności uwięzieni
Przypadkiem schwytani w pułapkę
Rozbili się o błękitne marzenia
Oślepieni fantazją latania
Ikarowe dzieci biegnące do wolności
Przezroczyste i lekkie dzieci cierpienia
Maleństwa, ziarenka Bożej tęsknoty
Owinięci miękkim płótnem pogrzebowym
Mumie, umarli wśród żywych
Wiatr szepce – żywi wśród umarlych.
skomentuj (3)
Łapczywie łapie powietrze
Łykam, łykam, łykam
Łapczywie zdobywam
Odetchnienia
Wytchnienia
Wieczności tchnienia.
skomentuj (3)
Wypełnić cię po brzegi
Wbrew wszystkiemu pełen
Bądź pełen na przekór
Bądź sobie samemu mądry
Jeśli nawet szepną ci radę
Jeśli wyda ci się bajeczna
Pamiętaj, że jest zwodnicza
Proszę, idź fałszywa twarzy
Odgoń ją gdzie pieprz jest
Odpędź za siedem gór i lasy
Czuć będziesz minutę radość
Czuć nie będziesz lata nic
Kolorowe, błyszczące, lśniące
Kolorowe, błyszczące, lśniące
Buty obcierające i ssące
Bandaże cuchnące, odurzające
Nagi aż do bólu i śmiechu
Nagi aż do wytknięcia Pelcem
Rozebrany z plastiku ciasnego
Rozdarta etykietka kłamiąca
Bez rabatów i wyprzedaży
Bez okazji brzydkich, brzydkich
Wyjątkowy w swoim rodzaju
Wyrafinowany, nie lecz delikatny
Zachwycający jesteś nie z widzenia
Zapierający i pachnący czujesz
Czujesz każdym elementem
Centymetr po centymetrze magiczny
Bez metki na sprzedaż
Bezcenny dla przechodniów
Niezdobyty dla nieczułych
Nieosiągalny dla konsumentów.
skomentuj (8)
Rozpostarłeś ramiona
Wchłonąłeś całą nienawiść
Doświadczyłeś samotności
Bóg – Człowiek
Człowiek cierpiący
Bóg cierpliwie znoszący
Dał przykład umierania
Przemijania przykład.
skomentuj (0)
Na patelni smaży się jajko
Wdeptuję w zgniłą brzoskwinię
Czytam wczorajszą gazetę
Oraz przecieram niewyraźne oko
Mogę dziś ugryźć wszystko
Wszystko co stanie mi na drodze.
Ogłupiał świat, ogłupiałam ja
Dudni w głowie głos TV
Obklejona reklamami błyszczącymi
Cudowny świat przedstawiony
Nigdy nie dorównam tej jaskrawości.
Wyłączam mój szósty zmysł
Wylewam niedosmażone jajko
- ścieka po ekranie.
Wprasowana w tapczan
Widzę ciemną skórę małego chłopca
Jego oko jest prawdziwe
Tylko ono jest najprawdziwsze
Tylko ono w oceanie doczesności.
skomentuj (3)
Głowa jest czasem taka ciężka
Myśli biegną w zwolnionym tempie
Napompowany gazem ssącym
Rozklekotany i niewyspany
Nie, nie jestem pijany
Po prostu jestem bardzo zmęczony
Aż mrużę powieki tak boli
Nie chcę zbyt wiele
Wystarczy tylko chwila spokoju
Oderwij mnie ktoś od tego znoju
By już nikt nie walił w moją głowę
By już nikt nie walił w moją głowę
Wciągnie mnie do środka skrzywienie
Zniknę marnie, zniknę marnie.
skomentuj (5)
Słowo z Ducha
Rozwiera myśli
Kształtuje w nas
Zmienia bezkształt
Rozgania zło
Drżysz, drżysz
Wychodzi z ciebie
Rozstanie z nienawiścią
Słowo ma moc
Wwierca się w mózg
Wykrzywia usta
Potem zostaje spokój
Nie bijesz już poduszki
Cichutko płaczesz
Masz to już za sobą
Znów marzenie o ciszy
Milczenie, milczenie
Słodkie granie duszy
To jest właśnie słowo
Melodia Boga
Drżę, drżę
Słyszę Jego kroki
Słodkie granie
Słodkie milczenie.
Ubrać w taką kolorową, pięknie obszytą kołdrę.
skomentuj (6)
z dedykacją dla C.K.
Tato bądź ze mnie dumny
Niewymowny jesteś bardzo
Milczący i niepojęty
A ja bardzo potrzebuję cię
I Twojej konkretnej rady
Miękkie, miękki, miękkie
Męskie specyficzne kochanie
Szorstkie i zagadkowe
Siła przylegania, po prostu
Tajemnica bycia ojcem
Wprowadź mnie w słońce
Naucz poruszać w świecie
Powinieneś pokazać cel
Wprowadzić w tajemnicę
Odpowiedzieć na pytanie
Jak dobrze przejść magię
Jak obudzić się w niebie.
skomentuj (7)
Zamilkły usta w pragnieniu
Pokusa rozkoszy ugrzęzła
Powstrzymując chęć
Uwalniam spokojną miłość
Z Bogiem splatam dłonie
Lśniący moment uniesienia
Wyciszone zmysły grają
Śpiewają na chwałę nadziei
Nie będę czuć zła wielkiego
Pozostanie tylko dobro
Czyste, kołyszące dobro
Bo tak pod skrzydłami nieba
Ukryta zamykam mokre oko
Strzepując z rzęsą kurz
Wznosimy się, wznosimy
Pociągniemy za sobą dusze
Uczynisz mnie inspiracją
Stanę się Tobą – Ty we mnie
Razem zbawimy świat
Medalik na sercu cichy jest
skomentuj (8)
Tego niezwykłego dnia chcę wyglądać pięknie
Pragnę czarująco zachowywać się
Nadając życiu ruch powabny
Tego dnia myślami uciekam do wirującej karuzeli
Tam rozmarzone oczy rozbujają huśtawkę
Dając możliwość dotknięcia ziemi i nieba
Przemieszczając się we wspomnieniach widzę
Potworka w wysypujących się mysich ogonkach
Siebie, tak jak bym przerzucała kartki z obrazkami
- Wiatr je rysował w kolorach i cieniach
Dzisiaj wymagam od innych czci
To mój czas, to dla mnie świeci słońce
Dotyka mnie tajemnica konkretnego istnienia
Mojego życia – dobrego, czy złego
Tak naprawdę przyglądając się sobie
Drżę, czy aby nie jestem samotna
Maluję kolejną, mniej pustą ścieżynkę
Ważne by znalazł się na niej człowiek
Przyjaciel, który uczyni mnie barwniejszą
Nada sens, bym nie żyła sama dla siebie
Rozsieję kwiaty, które zbierając za rok
Będą same w sobie urodzinowym prezentem.
skomentuj (4)
Spokojnie opada frakcja wzbudzona
Podrażniała, teraz jest jakaś milsza
Bądź, co bądź jest to stan szarpany
Niewygodny dla moich zamiarów
Niweczący plany bardzo konkretne
Tu wspomnę bolące czasy przeszłe
Tam zaniedbam chwilę przyszłą
Raz pomyślę za dużo, drugi za mało
W dobrej chwili przytulę serdecznie
A gdy nerwowo warczeć będę
Słucham i mówię do Boga, gdy jest
Kiedy staje się niewidzialny zapominam
Pomiędzy dobrym a złym rozciągany
Doświadczalnie zdeptany i zbolały
Kładę się spać, nasuwam kołdrę wysoko
Do gwiazd wołam o zmiłowanie.
skomentuj (3)
Pragnienie okazało się tak wielkim wyzwaniem
Było też nie jedno marzenie o idealności
Bezustannie rozmyślając rozkochałam sny
Teraz, dziś mówię – weź się w garść, w garść
Tzn. oddaj się pokornie pod dyktando Boga
W chęci rozpuść się i niech będzie realna
Oni wpatrują się w ciebie szukając potwierdzenia
Nie bądź zakłamaniem, kłębkiem udawania
Zbudowałaś fikcyjną lalkę o najlepszych kształtach
Ładna. Ale chyba nie chcesz być taką zimną?
Ty jesteś gliną, daj owinąć się bluszczem.
W kokonie rozgardiaszu kreuje się nowa postać
Nowa forma udoskonalona przez dłonie Mistrza
Cierpienie i męka, pot i znój mnie stworzyły
Taką jestem, jaką Ty mnie chcesz, a nie ja
Uczynię łąkę i wielki sens będzie w niej
Kraina cudowności istnienia jest chwilą
Krótką i kierowaną do celu jednego, do nieba
Bo dzisiaj modlę się i jasną widzę drogę
Wydawałoby się takie proste, tylko oddać się
Ale ja raz jeszcze konformistycznie ustawiam się
Kiedyś uczynię łąkę i będzie tam orszak kwiatów
Będzie krąg anielskich wszystkich świętych
A między nimi Matka Boża i Syn Jej, i miłość będzie.
skomentuj (8)
Nagość okrywająca szata
Ona coś więcej skrywa
Pod nią dusza głęboka
Ograniczona nieograniczone pokryła
A kiedy zadmie wiatr
Uniesie ją razem z aniołami
Rękawy niczym skrzydła
Leć wyzwolone stworzenie
Przysiądź na gałęzi Bożego ramienia
W jasnym śnie się obudź
Jawą śmierć niech się stanie
Razem z aniołami w obliczu Boga
Bo drzwi nie były takie wąskie
Ta prosta sukienka zabierze mnie
Wzniesie, a niemożliwe stanie się
I będzie po śmierci życie.
skomentuj (2)
Impulsy nerwowe
Nie są wydajnie przewodzone
Słabnie siła skurczu
Bladości uległo to czterokomorowe
Zasypia we mnie bardzo powoli
Czy to już koniec?
Proszę niech to już będzie on
Odrętwienie rozprowadza spokój
Mój stan otępienia
Mój stan jest źródłem
Natchnieniem głębokiej myśli
Jutro ponownie się obudzę
Nie będę się łudzić, że nie
Ale po co, pytam po co?!
Pokaż mi jaki jest sens
Powiedz dlaczego codziennie umieram
Uderz tak bezlitośnie
Tak mocno by dotknęło mego kręgosłupa
Obdarz mnie trądem
Przybij moje ręce do krzyża
I nogi też przybij
Niech przedstawi mi się udręczone spojrzenie
Rozerwij i pogryź moje serce
Zdepcz je i kopnij
WYMIĘTOL, WYMIĘTOL JE
Zadźgaj kolcami sprawiedliwości, której nie znasz
A potem z premedytacją strzel w sam środek
Bij w głowę do nieprzytomności
Niech cierpienie wypełni mnie
Ale nigdy nie będę zimną królową
NIGDY JUŻ, Rozumiesz?
Poharatana i prawie nie żywa
Sina pójdę na walkę
Twoja mało przekonująca miłość
Bo ty mnie kochasz życie
A ja tak bardzo cię nienawidzę
Prędzej czy później przestaniesz bić.
Wyruszę uderzyć o prawdę
Trzymając Go za rękę
On będzie całował zmęczone palce
Wyprawię się w drogę
Zostawiając cię, współczując ci
Zapewniam że nawet się nie obejrzę
Będziesz zgrzytać zębami
A On będzie mnie przenosił na rękach do raju
Teraz mnie bij. TERAZ.
Teraz mnie rozłup. Jutro należę do Jasnego.
O życie jak byś się nie starało
Nie będę twoją zimną królową
O życie moje biedne
Znów zostaniesz samo jak tam pod krzyżem
Ja odchodzę, pozwalam się zgnębić
Z Nim jest większy sens.
Uderz jeszcze mocniej, jeszcze mocniej
Bo w krzyżu jest Jasny.
skomentuj (12)
Mglisty gąszcz wspomnień
Niewinny, a jak potężny, miażdżący myśli
Zmasakrowana ziemia obiecana
Rozkopana granica przejrzystości
Nie miej pretensji, że odejdę
Dziś będę obserwować z boku
Przyszedł czas na bycie z myślami
Wybiła godzina, kiedy przestraszyłam się
Zapragnęłam oszpecić się
Odcisnąć na twarzy piętno brzydoty
Wyjść i zamknąć za sobą drzwi
Nie wołaj! Jak zechcę to przyjdę
Teraz pozwól mi być samej
Bo w ciszy mówi do mnie Bóg
On w niej ma mnie na wyłączność
I nie umiem wyobrazić sobie, że Go nie ma
Żywo czuję Jego dotyk na policzku
Czuję jak dmucha w pogorzelisko
Dogasza tlące resztki po ostatnim szturmie
I zabiera posłanego anioła
Porusza we mnie serce dzikie
Nie dziw się, że chcę być sama
Przebywam z Tym, który mnie zrodził
Nie dziw się, że chcę być tylko z Nim
Za drzwiami gubię się w tłumie ludzi
Rozlewam siebie w zwyczajności
By pokornie, z niskości popatrzyć na świat
Spłaszczyć się przed Wybawicielem
Niech w swej delikatności zdepcze mnie
I obsypie wonnymi płatkami kwiatów.
(słychać trzask zamykanych drzwi, klucz się przekręcił)
skomentuj (6)
czułam jak gasnę
doświadczałam przejmującego chłodu
przez moje ciało przemaszerowały dreszcze
nieprzyjemne dreszcze
i aż wzdrygało mnie, wzdrygało
i z gorąca przechodziłam w ciepło
z ciepła w chłód
ziębnę.
stop
poproszę o gorącą czekoladę
o napój rozgrzewający
o soczysty pocałunek
bo nie chcę, bardzo nie chcę zimy
podobało mi się to ciepło od ciebie
uroczo było być źródłem owego ciepła
rozkosznie byłoby pokochać
naprawdę tego chcę
dlatego wybaczam
wybaczam.
skomentuj (9)
Uśmiecham się
Niezwyczajnie szeroko i bardzo pełnie
Fantastycznie kwitnę
I tryskam, tryskam radością
Strumień gwiazd płynnie owija się
Oplata mnie i unosi do nieba, do nieba.
Pustka koloru nieba
W nieogarnionym wzruszeniu
Odgadnąć je chcę, odgadnąć…
Boże uśmiechasz się do mnie.
Jak pięknie, jak łagodnie
Boże jak mi ciepło.
Czuje ciepły wiatr, idzie wiosna.
skomentuj (12)
Zimne kafelki w łazience.
I gorące ręce ściskające ciało.
I te miękki usta.
Ale to nie to.
Nie daje mi to żadnej radości.
Dotknij mojego serca a zadrżę.
skomentuj (13)
Tam gdzie jest mój świat jest Jezus.
Tam gdzie jestem ja jest ból i cierpienie.
Tam przetacza się nieopisany nurt miłosierdzia,
A w oczy uderza zieleń, delikatnie poruszana wiatrem.
Tam ogarnia mnie wzruszenie bo mam moc.
Siłę nie z tego świata, która w stanie jest uczynić cuda.
Bo zabrał mnie ponad całą nędzę, pokazał brud.
I rzucił na pastwę świata każąc ufać.
A w oczach miał łzy.
Bo wiedział jak trudną sztuką jest opanowanie woli.
Już widział wielki upadek nowego człowieka.
Ale nie mógł inaczej postąpić.
Bo taka jest droga zbawienia.
Jest tak prawdziwie ludzka
skomentuj (11)
Chciałabym sprawić Ci radość
Czuć całą sobą Ciebie
Dać poczuć się Tobie
Nauczyć się kochać
A jeszcze bardziej być kochaną
Dotknąć tak by nie skrzywdzić
A w prostocie bycia znaleźć wspólne szczęście
Bo nie ma czasu
Gdyby się liczył…
Wszystko działo by się za szybko
Lubię kwiaty
Nasz kwiat będzie wyjątkowy?!
skomentuj (12)
Dziś trochę optymistyczniej
Przyklękłam i zanurzyłam się
W niebieskiej medytacji
A On układał we mnie
Układał bardzo dokładnie
W tej anielej ciszy
W tej ciszy jest moje bezpieczeństwo.
- Bóg zesłał mi anioła stróża, dziękuję.
(tato nie krzycz)
skomentuj (15)
Pokryłam usta nienaturalną czerwienią
Buduję skorupkę
Otaczam się karykaturalną powłoczką
Jestem jednym wielkim udawaniem
A świat mnie gorszy gorszy gorszy
Jestem jego częścią
Niczym więcej.
skomentuj (2)
Przejdę z ciemnego w jasne
Uwolnię swoje serce
Niewidzialne pnącza opadną
Tak długo zatrzymywałam oddech
Tak bardzo ciemno za oczami było
I całą piersią odetchnę
I krzyżem padnę przed Najświętszym Sakramentem.
skomentuj (6)
Minoł listopad, nie ma już grudnia. Były święta, Nowy Rok przywitany jako tako. Dziś jest 7 stycznia. Kolejny rok. Będzie trudno. Uświadamiam sobie, że liczy się tylko 21 gramów. Bo tyle podobno waży dusza. Opuszcza ciało i gdzie idzie? Wierze, że pierwszą osobą którą spotyka jest Biały Baranek i Jego wybaczenie. Tryskające strumienie miłosierdzia. Dziś jest 7 stycznia. Wiem w co wierze. I wiem od czego uciekam. Ufam, a nie chcę zaufać. Uciekam. Będzie trudno. Nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo… Wiem też że upadnę jeszcze bardziej. Czuję na plecach grozę zbliżającego się nieszczęścia. Czuję oddech Złego na własnych plecach. Nie dam rady, długo nie będę się opierała. A cichy głos podpowiada: „Wszystko, tylko nie rezygnuj z Eucharystii”. Bo czym jest Ciało i Krew. Wielka i nie pojęta moc ogarnia mnie. W Nich moja siła. W Jego ranach nasze zbawienie. Żal depcze mi po piętach. Wolno przeżuwaj.
skomentuj (14)
Wołam cieszę
Ciszę wołam
Przyzywam milczenie
cii…
Rodzi się nadzieja
Uważaj!
Tak niewiele trzeba by zgasła
skomentuj (2)